•  

    pokaż komentarz

    Zbyt niskie wymagania rodziców w dzieciństwie to zbyt wysoka samoocena w dorosłości.

    •  

      pokaż komentarz

      @WesolyProktolog: Wbrew pozorom często jest dokładnie na odwrót - w dziecku rodzi się często poczucie, że ono jest za głupie, zbyt nieporadne, skoro matka robi wszystko za nie i niczego nie wymaga. W końcu wobec kogo mamy naturalnie niższe wymagania? Wobec osób chorych, niepełnosprawnych, nienadających się do samodzielnego życia i działania. Niektórzy są rekompensują potem te kompleksy próbując sobie sztucznie zawyżać samoocenę, ale podstawą i tak jest właśnie ta niska.

    •  

      pokaż komentarz

      w dziecku rodzi się często poczucie, że ono jest za głupie

      @luke_f: a skąd się to rodzi? z moich obserwacji jeśli kogoś chwali się na każdym kroku to jego poczucie zajebistości rośnie, to jakbyś był na wykopie różowym który wrzuca gówno kontent za który dostawałbyś pierdyliard plusów, to czy zrodziłoby się w tobie poczucie że jesteś gówno wart czy zupełnie odwrotnie?

    •  

      pokaż komentarz

      @Instynkt: To są miliony sposobów. I on nie mówił o chwaleniu a o wymaganiach

      Np Mały Mirek chce pomóc tatcie nosić węgiel do piwnicy, A Tate na to "Mirek nie męcz się, ić se pograj w internety". Tata myśli, że roi przysługę Mirkowi bo ten nie musi się męczyć i może się pobawić. Mirek za to czuję się jak ostatni przegryw o myśli, że Ojciec uważa go za fajtłapę która nie może nawet węgla ponosić.

      Jak masz takich rodziców wyręczających cię we wszystkim to ta spirala sp!$#@!%enia się nakręca.

      pokaż spoiler Wiem coś o tym

    •  

      pokaż komentarz

      z moich obserwacji jeśli kogoś chwali się na każdym kroku to jego poczucie zajebistości rośnie

      @Instynkt: tak, ale trzeba chwalić za osiągnięcia, a nie za pierdoły, i nie można z tym chwaleniem przesadzić. nie mówić co 10 minut, że coś robi zajebiście albo jest zajebisty.

    •  

      pokaż komentarz

      @luke_f: Powiem Ci na swoim przykładzie. Nie chodzi o to że myślałem, że starzy traktują mnie jak osobę niepełnosprawną. Jak doszedłem do wieku, że zacząłem powoli sam myśleć, wk?@%iało mnie że oni planują wszystko a nie ja i że robiłem głupie błędy w życiu, przez to że mnie nie nauczyli samemu myśleć. Niska samoocena przerodziła się w problemy z laskami i głupią walkę o swoją wartość. Pajacowanie, syndrom attention whore i powolne przechodzenie w egocentryzm. Potrzebowałem ponad 5 lat, żeby przejść ten etap i to poukładać w głowie. Ułożyłem to sobie ale kosztem najlepszych lat życia imprezowania na studiach. I to też po części dzięki przypadkowi, że trafiłem w grupę ludzi starszych o 8-10 lat, którzy mnie "ułożyli". Oczywiście jak zacząłem sam sterować życiem, robiłem błędy itd. ale sam się uczyłem, co strasznie wk?@%iało matkę. Zaczął się konflikt i jakoś tam eskalował powoli latami. Ślub, matce nie pasuje moja wybranka, kolor garnituru jest zły, termin ślubu zły bo ona będzie musiała wolne wziąć, na samym ślubie szwagier idiota ukochany synek, a moja żona zła (po 10 latach razem nadal jesteśmy szczęśliwym małżeństwem, siostrę idiota zostawił bo ważniejsi byli dla niego koledzy :P, a byli po zaręczynach xD). Potem "afera spadkowa" gdzie usłyszałem, że "mogłem nie brać kredytu" i coś we mnie pękło. Nie rozmawiam z rodziną od bodajże 4 lat. Męczyłem się pierwsze 2 lata z myślami, a teraz mam święty spokój i nie żałuję. Siostra próbowała kontaktu ale mam to w dupie. Po co mam się denerwować i znowu słyszeć że jestem taki i owaki :P

    •  

      pokaż komentarz

      @cmhqwidget:
      Nie az tak skrajnie, ale cos podobnego ja mam. Ot zawsze mi ukladali zajecia. Plywanie w nd, 2x w tygodniu tance towarzyskie i harcerstwo oraz nauka gry na pianinie.
      Potem troche odpuscili ale np jak umowilem sie z dziewczyna ze bede u niej powiedzmy o 13, to w sobote o 10 rano sie dowiadylem ze "musze pomoc rodzicom" a ona moze poczekac, bo nic jej sie nie stanie.

      I tak oto teraz po wyprowadzce, kilku razach nie wpuszczenia rodzicow do mojego mieszkania wreszcie chyba powoli cos dotarlo do ich zakutych glow. Przestali przyjezdzac z niespodziankami i nauczyli sie, ze jak nie odbieram od nich telefonu, to k#$#a nie znaczy ze umarlem i trzeba wzywac policje.
      Teraz kontakty sprowadzilem prawie do minimum i nigdy nie czulem sie lepiej.

    •  

      pokaż komentarz

      @WesolyProktolog: no i dobrze, gdybym miał do wyboru, żeby moje dziecko było egoistycznym chamem, który dobrze się sam ze sobą czuje, a żeby był skromny i przygniatany przez życie, to opcja nr 1 jest lepsza po tysiąckroć.

    •  

      pokaż komentarz

      @luke_f: W końcu wobec kogo mamy naturalnie niższe wymagania? Wobec osób chorych, niepełnosprawnych, nienadających się do samodzielnego życia i działania.
      Do kobiet ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    •  

      pokaż komentarz

      @WesolyProktolog: wysoka samoocena to coś co warto wpajać dziecku

    •  

      pokaż komentarz

      @Kazadum: U mnie niestety był hardcore. Bo jeszcze w czasach szkoły średniej był ciągły szantaż emocjonalny. Nie jeździłem nigdzie na imprezy bo ciągle było jakieś ale. Raz się postawiłem, pojechałem, wróciłem. Poprosiłem matkę żeby mi zrobiła jeść, to mi powiedziała że mam sam sobie zrobić i przez tydzień foch.

    •  

      pokaż komentarz

      @sekaszy: Jako synek rolnika, zawsze miałem dużo obowiązków i jak kiedyś czułem, że za dużo pracuję, to teraz po latach widzę, że nauczyłem się ciężko pracować, ale i być asertywnym, choć za małolata asertywność czasem kończyła się małym wp@!@#$%em ¯\_(ツ)_/¯

    •  

      pokaż komentarz

      Komentarz usunięty przez moderatora

    •  

      pokaż komentarz

      @cmhqwidget: O coś mi się przypomniało.
      Jak jeszcze nie miałem auta i do roboty na 6 rano wstawałem o 4:00.
      Kończyłem o 14, a tego dnia była straszna plucha. Czyli taki sniego deszcz, a nie mialem odpowiedniej kurtki i bylem glodny w huj. Uciekl mi autobus, wiec pojechalem innym, ale on konczyl trase 6 km przed moim przystankiem. Wiec moglem albo poczekac 40 min na koleny autobus na przystanku, albo zadzwonic do starych. Zadwonilem czy po mnie ktos wyjedzie, to dostalem zjebe ze co to za idiotyzm, ze szkoda paliwa (nalezymy do klasy sredniej+), szkoda w ogole odpalac silnik.

      I teraz stary jest wielce zdziwiony ze nie lubie z nim rozmawiac albo czemu nie mowie co u mnie sie dzieje. Wlasnie dlatego, zapracowal na to sobie latami.

    •  

      pokaż komentarz

      @nowywinternetach
      @frrua
      @jadwiga-m
      @Sprzedawca_Odpowiedzi
      @turbonerd
      @Kazadum
      @cmhqwidget
      Za wysokie wymagania no to dobre.
      Ja nie mialem zadnych wymagan.
      Ja nie mialem milosci, zrozumienia, akceptacji.
      Do tego dochodzilo gnebienie, mówienie, że do noczego się nie nadaje, ze nic w zyciu nie osiagne.
      Ojciec alkoholik i pracoholik. Zaczal ze mna rozmawiac dopiero po moim ślubie.
      Mama robila co mogla ale to ojca potrzebowalem.
      Nigdy nie zagral ze mna w piłkę. Nigdy nie spytał jak w szkole. Do tej pory mnie nie zna. Nie wie jaki jestem.

      Mimo iz nie chcialem to wyroslem na taka sierote jaką mi wmawial. Dopiero żona mnie naprostowala.

      Wybaczenie ojcu i proba zrozumienia jego dzialania.
      On mial po prostu dzieci w dupie. Zone tez. Teraz sie rozwodza po 40 latach małżeństwa, matka juz nie wytrzymala.

      Czyli ojciec byl ale byl nieobecny. Do tego jeszcze gnoił psychicznie. Mialem etap kilkuletniego cpania i imprezowania. Teraz ograniczam picie do minimum bo widze, ze tez ciagatym mam.

      Ludzie maja gorsze historie. Nie narzekam. Teraz tworze szczesliwa rodzine i madrze z miloscia i akceptacja wychowuje córkę.

      Mialem etap buntu, ze zrobie ojcu na zlosc i dam sobie rade. Dalem sobie rade w zyciu ale wewnątrz dalej gdzies siedzi ten biedny chłopiec oczekujacy dobrego slowa i biorący wszelka krytykę bardzo do siebie. Niby mam prawie 40 lat ale nie czuje sie jakos strasznie dojrzaly i jednocześnie wiem o ile innym moze lepszym czlowiekiem bym byl gdybym mial oboje kochajacych rodzicow, poswiecajacych troche uwagi swojemu dziecku.

      Wazne, ze przynajmniej widze popelnione przrz rodzicow bledy wychowawcze (i rodzicow moich kolegow) i sam staram sie ich nie popełniać.

    •  

      pokaż komentarz

      I teraz stary jest wielce zdziwiony ze nie lubie z nim rozmawiac albo czemu nie mowie co u mnie sie dzieje. Wlasnie dlatego, zapracowal na to sobie latami.

      @Kazadum: Dokładnie o to chodzi. I nie tyle bijesz się z tym jak jest, to jeszcze z myślami, czy czasem nie zrobisz tego samego swojemu dziecku. U mnie w domu matka to tak ciężki przypadek, teraz pewnie nadal nie widzi w tym swojej winy i myśli co mi odp@@@?!$iło. Wiele razy zaczynałem rozmowę to zawsze kończyło się tak samo, że wcale nie jest tak jak mówię :P No raczej ciężko źle zapamiętać rzecz, która p@@@?!$iła Ci istotny fragment życia.

      U mnie było trochę na odwrót. Jak potrzebowałem pomocy to ją dostawałem, ale okupione to było pułapkami niczym z książki "Sztuka wywierania wpływu na ludzi" Caldiniego. Studia porzuciłem w trakcie ze względu na pracę, bo miałem dość wysłuchiwania i żali ile to moje studia kosztują. No to się usamodzielniłem i odciąłem mentalnie.

      Spróbuj po kilku latach czy coś się zmieniło. U mnie się nic nie zmieniło, ten sam beton, dlatego skończyło się tak jak się skończyło.

    •  

      pokaż komentarz

      @Kaiser_Soze: A czy ja narzekam? Czy mowie jak mi zle? ALbo ze mi zycie ktos popsul?
      Mowie tylko jak teraz zachowuje sie w stosunku do nich i dalczego. Cala reszta to Twoja interpretacja. Ale to u Ciebie normalne, bo znowu sie klocisz o cos, gdzie nie powinines.

    •  

      pokaż komentarz

      @sekaszy: To. Też za mnie prawie wszystko robili rodzice, teraz jak mam zamiar iść do pracy, póki co dorywczej, to oblewa mnie pot na myśl o tym, że coś źle zrobię i sef bedzie ksycał #pdk Z góry zakładam, że jestem c?#%#wy, nie poradzę sobie. Ludzie z mojego roku z gorszymi wynikami niż ja cisną różne praktyki, staże. Ja jestem przed tym zbyt obsrany. Obsrany jestem nawet przed jakąś k$@#a pracą na kasie.
      Nie mam żalu do rodziców, bo wiem że chcieli dla mnie dobrze. No ale wyszlo jak wyszło.

    •  

      pokaż komentarz

      @Kaiser_Soze: Pomimo że Twoja historia jest trochę inna to widzę te same schematy myślowe u siebie i Ciebie. I w pełni zgadzam się z Twoimi wnioskami. Takich historii jest pełno tylko nikt o tym nie mówi.

    •  

      pokaż komentarz

      @ZbrodniarzWojenny:
      O wlasnie co do pracy!
      Bylem wielce zdziwiony ze w pracy w ciagu tygodnia wiecej razy slysze "dobra robota" albo "dobrze zrobiles X", a w domu to od swieta. Doslownie na gwiazdke. Keidy kazdy kazdego kocha:)

    •  

      pokaż komentarz

      Wazne, ze przynajmniej widze popelnione przrz rodzicow bledy wychowawcze (i rodzicow moich kolegow) i sam staram sie ich nie popełniać.

      @Kaiser_Soze: Jedną rzecz powiem, którą wiem - dzieci, które nie dostały miłości często obdarowują zbyt dużą miłością swoje dzieci, więc tak naprawdę wzorzec toksyczny się powiela, tylko w drugą stronę. Chronią, bronią, kontrolują, starają się za wszelką cenę nie być swoim rodzicem, przez co też są dość paranoiczni, nadopiekuńczy, albo bardzo to dziecko wychwalają i też nie jest to zgodne z prawdą, bo dziecko ma inne rzeczywiste cechy. Musi być jakieś wypośrodkowanie doceniania, miłości, ale i obowiązków.

      Także mam nadzieje uważasz na to. Bez książek tak naprawdę się nie da w 100% uniknąć błędów rodziców, bo my i tak w dużej części nimi jesteśmy. Polecam poczytać. Nie czujesz się dojrzały, a może to ten krok.

    •  

      pokaż komentarz

      @nowywinternetach Moja zona taka jest. Bezkrytycznia dla corki. Ja podswiadomie wiem kiedy ona cos kombinuje i próbuje na nas wymusic. Corka ma podobny charakter do mojego i latwo moge ja rozgryzc.
      Dziekuje za mile slowo:)

    •  

      pokaż komentarz

      @Kazadum hm. Dodalem ciebie bo twoja historia jest ciekawa. Chcialem, zebys zobaczyl jeszcze inny punkt widzenia. I nie kloce sie prawda?

    •  

      pokaż komentarz

      @Kaiser_Soze: Tak to odebrałem. W takim razie zwracam honor.

    •  

      pokaż komentarz

      @cmhqwidget No wlasnie tylko ja z ojcem jeszcze gadam ale nie wiem jak dlugo bo w rozwodzie trzymam stronę mamy co ojca bardzo denerwuje i juz coś mamie mówił, że on nie ma syna. Wkurzył się, że widzę jaki on jest.
      Tez ma takie teksty jak twoja mama. On nie wie o co chodzi ale inaczej to pamięta hehe. Dobre nie?

    •  

      pokaż komentarz

      @cmhqwidget: Jak bys opisywal moja obecna sytuacje k@!#a mac ale ummnie nie bedzie happy endu. Pozdrawiam

  •  

    pokaż komentarz

    Rodzice mieli wobec mnie wymagania utopijne. Jeżeli na świecie istniał ktoś kto potrafił coś zrobić lepiej ode mnie, to byłem idiotą. Nigdy nie usłyszałem od swoich rodziców, że coś zrobiłem dobrze, choć zdarzało się, że czemuś sprostałem, bo udało mi się być bezwzględnie najlepszym. Wiedziałem, że są zadowoleni, bo nagradzali mnie milczeniem. Nie polecam tego modelu wychowania również z dokładnie odwrotnego powodu niż teza tytularna znaleziska. Kiedy wszedłem w dorosłość, okazało się, że jestem zwykle lepszy od ludzi wokół dosłownie we wszystkim. Co to spowodowało? Nagle na wszystkich zacząłem patrzeć z pałacu moich możliwości. Zasiadłem na tronie i przestałem się rozwijać, bo po co, skoro w zasadzie nie mam w niczym konkurencji? Nikogo nie potrafiłem docenić, wszystko nie było zrobione dostatecznie dobrze. Sam stałem się bezproduktywny bo to, co wychodziło spod moich rąk i myśli, również nigdy nie było wystarczająco dobre. To był bardzo długi powrót do normalności i zaczął się dopiero wtedy, kiedy zacząłem zauważać, że Ci "gorsi" zaczynają mnie wyprzedzać, bo wciąż szli, kiedy ja po wyczerpującym biegu usiadłem. Kiedy tylko orientowałem się, że ktoś osiągnął poziom w danej dziedzinie, który jest poza moim zasięgiem, porzucałem to, bo po co robić coś, jeżeli nie będziesz mógł być w tym najlepszy? Problem polega na tym, że zawsze znalazł się "Azjata", który zamykał mi kolejne możliwości rozwoju. Każda motywacja zostawała zabita przez kogoś na poziomie niedoścignionym. Jestem bardzo pewnym siebie człowiekiem, jednocześnie wiecznie będąc sobą zawiedzionym. Od dziecka stoję w gronie pomników ludzkości wiedząc, że nigdy żadnym z nich się nie stanę.

    •  

      pokaż komentarz

      @Sprzedawca_Odpowiedzi: Bardzo mnie poruszył twój komentarz. Jest bardzo obrazowy i niesamowicie trafny.

      Ja, jak już wspomniałam, miałam dodatkowo oprócz zawyżonych wymagań również problem z brakiem konsekwencji w stawianiu tych wymagań. Jednak mimo to poczułam, że to, co napisałeś bardzo koresponduje z moimi doświadczeniami. Może też się z czymś taki spotkałeś? Podobieństwo, że po każdej przyniesionej piątce (system ocen 2-5) z rysunku rodzic nie spoczął, dopóki nie wyciągnął, że jakaś Joasia dostała 5 z plusem. I wtedy foch. Tyle, że potem mogłam sobie przynosić same piątki z plusem z rysunku. Nikogo to nie obchodziło. Mieli swoje ważniejsze sprawy aż do następnego weekendu. Wtedy mój rodziciel postanawiał się dowiedzieć, co dostałam ze skoku w dal. No i klapa, bo podczas, gdy ja się zmagałam z rysunkami, to Jasiu wyszlifował lekkoatletykę na piątkę, a ja wypadłam na zwykłą tróję. Jak zaczęłam ćwiczyć, to padło pytanie, dlaczego z geografii mam tylko 4 a taka Małgosia wygrała konkurs geograficzny. I skutek jest taki, że całe dorosłe zycie boję się czegokolwiek zaczynać, bo ja wiem, że już na moje miejsce czeka Azjata, który zrobi to lepiej. Ale zamiast osiągać ten azjatycki ideał, to ja odpuszczam i spoczywam na laurach. Bo wiem, że za kilka tygodni to, co akurat robię (w czym Azjata jest już szefem) w ogóle przestanie się opłacać i nie będzie miało znaczenia. Nie sprawdzam, nie próbuję przegonić Azjaty i zostać szefem. Ja z góry wiem, że to bez sensu. Tak mnie nauczono w dzieciństwie. I tak sobie wegetuję, bo z jednej strony mam przymus starania się lepiej niż inni, a z drugiej ciągnie mnie w dół cyniczne przeświadczenie, że nie warto, bo to wszystko za moment i tak psu na budę. Inni, którzy się w czymś wyspecjalizowali byli zawsze przede mną. Bo ja musiałam być prawie najlepsza (prawie) ze wszystkiego. Nikogo nie obchodziło, że Jasiu nie umiał pisać, a Małgosia nie umiała trafić w piłkę. Ja musiałam być geniusz eklektyczny. No i skończyło się źle.

    •  

      pokaż komentarz

      @Sprzedawca_Odpowiedzi: @jadwiga-m: Dużo się mówi o przyczynach "spaczonego charakteru" w dzieciństwie (nie wiem jak to lepiej ogólnie nazwać) ale jednocześnie pomija się receptę jak to zmienić więc większość ludzi ochoczo przytakuje widząc podobne schematy u siebie i tyle. Można by powiedzieć, że to pierwszy krok do zmiany ale mam wrażenie, że dużo osób po prostu zaczyna tego używać jako wymówki żeby się nie zmieniać bo to przecież bardzo ciężka praca i mała szansa aby ktoś ją pochwalał.
      Z mojego doświadczenia wynika, że można się całkowicie odciąć od rodziny/przyjaciół którzy już nas przecież wpakowali w szufladkę i (najczęściej) nieświadomie będą się starali nas do niej wepchnąć z powrotem kiedy tylko zauważą, że wychylamy głowę aby zobaczyć świat poza nią. Trochę mniej radykalną alternatywą ale znacznie dłuższą i zapewne boleśniejszą jest bicie głową w mur i staranie się zmienić ich nastawienia do nas, jednocześnie skazując się na wysłuchiwanie w koło tych samych frazesów.
      Tak czy inaczej trzeba żyć dla siebie i siebie stawiać na pierwszym miejscu, im szybciej człowiek to zrozumie tym bardziej wolny i szczęśliwy będzie. Co myślicie o takim podejściu?

      ps. oczywiście nie mam na myśli tego aby gnoić innych ludzi w imię swojej wygody - zwyczajnie nie zwracać uwagi na to co inni ludzie mówią i jak sugerują że powinniśmy się zachowywać.

    •  

      pokaż komentarz

      @jadwiga-m: raczej to normalne i większość ludzi tak ma. Tez tak mam, ale zrozumialem, ze jestem uzalezniony od opini i ocen innych. Teraz probuje zmienic swoje nawyki i jesli cos robie to po to zeby zadowolic siebie a nie innych. Probuje realizowac swoje cele i uczyc sie dla samego siebie. Odpada wtedy mus porownywania sie do innych, a zdobyte umiejetnosci sa mocne, pewne i przydają sie w zyciu. Wtedy inni zaczynają podziwiac i porownywac sie do ciebie.

    •  

      pokaż komentarz

      @Sprzedawca_Odpowiedzi: Do tego nie potrzeba nawet wymagających rodziców. Do tego wystarczysz Ty sam i Twoje możliwości. Gdy jest za łatwo, gdy potencjał wydaje się nieograniczony - tylko naprawdę zdyscyplinowani i mądrzy (bo nie inteligentni - tylko mądrzy) ludzie potrafią uciec z tej pułapki. Tylko bądź mądry mając ~20 lat... Cena, którą się płaci za ten jeden, jedyny błąd bycia najlepszym jest czymś, o czym zdecydowanie za mało się mówi.

    •  

      pokaż komentarz

      @Sprzedawca_Odpowiedzi: @jadwiga-m: Ja nigdy nie byłem porównywany z innymi, ale od kiedy pamiętam byłem debilem jeśli nie mogłem czegoś załapać (+ psychiczne znęcanie i groźba fizycznego). W szkole jeszcze dodawaliśmy jabłuszka, a ja byłem debilem, bo nie potrafiłem załapać pisemnego dzielenia. Całą hecę z dzieleniem pamiętam szczególnie, bo od dziecka marzyłem by rodzice kupili komputer, a jak kupili, to tata zainstalował te cholerne edukacyjne matematyczne gry… Tak to się przeciwko mnie zwróciło. W szkole w ścisłych przedmiotach byłem tak daleko poza konkurencją, że to aż śmieszne. Byłem szykowany na olimpiadę matematyczną, ale już na fizyczną nie, nauczyciel uważał wręcz, że się chcę po prostu zerwać z lekcji i groził jedynkami jeśli napiszę ją słabo, a i tak ostatecznie zostałem laureatem. Już w podstawówce zacząłem mieć poważne problemy z ocenami (nie z nauką tylko z ocenami). W liceum usłyszałem od matematyka, że gdyby nie musiał mi dać 6 (za wyniki w konkursach) to by się zastanawiał nad oceną 4 i pewnie dałby 3, bo tak wychodzi z ocen. Byłem pod ochroną dyrekcji szkoły i niewielu nauczycieli miało odwagę stawiać mi na koniec niskie oceny (taka szkoła, nastawiona na rankingi). Na studiach nie poradziłem sobie już wcale, ale przez kilka lat plątałem się po akademikach i pomagałem znajomym z matmą i programowaniem, nawet na ostatnich latach (żaden wyczyn, poziom nawet na topowych uczelniach na zwyczajnych zajęciach uważam za żałosny). Kariera programisty z początku świetlana, ale po paru latach tak bardzo gardziłem marną jakością wszystkich i wszystkiego, w tym też karierami wszystkich wokół (skoro takie przeciętniaki zostawały leadami, managerami, CTO itd. to co w tym niby nobilitującego?), że ostatecznie mam pełno znajomych którzy już dawno mnie wyprzedzili na drabince kariery, a z kolei nowe pokolenie młodych wyprzedziło mnie w skillach. Oczywiście nie udało mi się tego potencjału zmarnować całkowicie i wg typowych standardów żyję na bardzo dobrym poziomie, ale co przeżywam w głowie to moje. I nawet nie chce mi się poruszać tematu kobiet (choć tu akurat trafiło mi się jak ślepej kurze ziarno i jest super od ponad dekady), czy ogólnej pewności siebie w relacjach z ludźmi (ale jest bardzo słabo). Kilka dobrych już lat to totalna stagnacja jeśli chodzi o karierę, pracuję może 1/3 czasu (a i tak kupiłem mieszkanie z oszczędności) i czuję jak cofam się w rozwoju, jak coraz słabiej programuję, jak już słabo ogarniam matmę (np. czytając o kryptowalutach). Wszyscy wokół uważają, że sobie świetnie radzę zawodowo - ja uważam, że już dawno przegrałem. Mam trochę tylko ponad 30 lat, a czuję się jak stary człowiek. Cały czas się boję, że w końcu przejem kapitał który sobie zarobiłem, a nie będę miał motywacji by ruszyć dupsko i zrobić coś na poziomie i godnie i spokojnie żyć. Moja kobieta niby te wszystkie rozterki zna, ale raczej sobie nie uświadamia ich skali i wciąż boję się, że to odkryje i o to co wtedy będzie.

      Jestem zasadniczo przekonany, że cała moja inteligencja została zbudowana przez te kilkanaście lat życia. Nigdy nie zafundowałbym tego mojemu dzieciakowi, ale jestem przekonany, że to mój jebnięty ojciec + ambitna matematyczka ukształtowali mi mózg jeśli chodzi o jego matematyczne możliwości i bez tego reżimu nigdy nie miałbym szans być tam gdzie byłem.

    •  

      pokaż komentarz

      @frrua: to grubo, u mnie z kolei bylo tak ze bylem przecietnym uczniem ale wybijalem sie z Historii i Geografii w gownazjum zdalem najlepiej testy z calej gminy (jedno gimnazjum) poszedlem pozniej do technikum elektronicznego gdzie mnue starzy popchneli gdzie sie meczylem ale zdalem i nic z tamtad nie wynioslem potem byly studia geogr z turystyka gdzie radzilem sobie swietnie nie uczac sie, ale ogolnie bylo gadanie po co mi to, teraz mamy 3 dzieci i zaczynamy z nimi edukacje domowa tak jak mowi korwin szkola tworzy tych samych idiotow, ogolnie wiem bardzo duzo ale nic calkowicie doglebnie co w sumie przydaje sie mi w zyciu i mojej dg

  •  

    pokaż komentarz

    Nieważne czy masz duże czy małe wymagania, ważne żebyś był konsekwentny. Jeśli rodzic pod wpływem pięciominutowego poradnika i weekendowego napadu zaangażowania rodzicielskiego zacznie młodemu ciosać kołki na głowie za brak motywacji, nieposkładane ubranka albo za jedynkę z przyry, a po weekendzie oddali się do swojej pracy i nie będzie dzień po dniu pytał o postępy to i tak wychowa sobie chodzący życiowy dramat. Huśtawka wymagań wyniszcza, robi sieczkę z mózgu i sprawia, że świat staje się nieprzewidywalny: raz wali cię po łbie że nie spełniasz jakiś tam z tyłka wymagań a zaraz potem ma to gdzieś. Tak się produkuje życiowe przegrywy, neurotyków i konsumentów antydepresantów.

    •  

      pokaż komentarz

      @jadwiga-m: rodzice debile ale Rodzice ( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ʖ̯ ͡°)
      Wyobrażenia co jak będzie lepiej według debilorodzica niepoparte żadna wiedzą hurr derp jestem starszy wiem lepiej VS jak jest w rzeczywistości z psychiką

    •  

      pokaż komentarz

      @jadwiga-m: Moi rodzice zabraniali mi grać na komputerze, żebym więcej się uczył i nie marnował czasu na głupoty. Z tym, że wracałem ze szkoły o 15 i do 20-21 byłem sam w domu i równie dobrze mogłem spędzić wcześniej 6h przed komputerem ( ͡º ͜ʖ͡º) niby mieli jakieś tam wymagania ale niestety nie mogli nijak ich wyegzekwować bo nie było kiedy

    •  

      pokaż komentarz

      @Wojtkov: Kurde, w punkt. Popraw mnie, bo może przejaskrawiam. U mnie tak czasem było (czasem inaczej, jak ich dopadał szał), ale może u ciebie nie było aż tak bardzo. Otóż: Jest rodzic, co ma wymagania: Hurrr, młody nie graj w gry bo tracisz czas, życie marnujesz, durr. I ten sam rodzic mówi "no co ja ci tam mogę zaproponować w zamian... no nie wiem... może nauka jakaś. Jakaś czegoś nauka... no nie wiem, no ucz się ucz, bo to do potęgi klucz. Nie graj w gry, tylko się ucz z podręcznika. I po tej gadce zostawiają cię z nudnym podręcznikim i przekonaniem że to przepis na zrobienie kariery w życiu i idą sobie w hooy i wracają wieczorem. I co robią? Ano nic. Nie popatrzą, co młody robił, czym się zajął, nie patrzą nawet, co mówi podręcznik młodego, czego się młody uczył i czy to rzeczywiście do potęgi klucz. Pytają tylko: a w gry grałeś? No nie. No to git chłopak. Ucz się ucz. No właśnie opisałeś to, o co mi chodzi XD

    •  

      pokaż komentarz

      @jadwiga-m Dookładnie tak :). Po prostu: granie - gupie, książki - mondre. No ale op#%%!?! i odmierzanie czasu spedzonego z podrecznikiem w reku to było jedyne narzędzie jakie mieli. Nie mam pretensji bo to prości ludzie i nie umieli inaczej ale było to faktycznie bez sensu a naukę mi obrzydzało i miałem na wszystko wyj#!%ne. Dopiero starszy brat, ktory juz byl dawno na studiach jak miałem lat ~16 to przycoachował mnie ze przecież jestem zdolny z matmy, dlaczego nie być z niej najlepszym w klasie, że studia są fajne, że duże miasto, podsunął mi zbiory zadań, pokazał programy na kompie gdzie zamiast grać mogę sobie tworzyć modele 3D, programować mini "gierki" we flashu. Nagle sam z siebie spędzalem w książkach 3x czasu bez zmuszania xD no i jestem programistą. Ogólnie jak piszesz, zakazy i groźby kiedy nic za tym nie stoi to stresowanie dziecka na marne

  •  

    pokaż komentarz

    Najgorzej jest jak wymagania rodziców nie idą w parze z potencjałem dziecka. Zarówno w jedną, jak i w drugą stronę. Przykładowo:
    - Niskie wymagania + Niski potencjał = Zwykłe dziecko, nic wielkiego nie osiągnie, ale będzie np. dobrym biurowym korposzczurem, fryzjerką lub jakimś kierownikiem zmiany w Biedronce.
    - Niskie wymagania + Wysoki potencjał = Często kończy się gangsterką, dragami, itd., bo dziecko ma dużo pomysłów i energii, niekoniecznie dobrze ukierunkowanych.
    - Wysokie wymagania + Wysoki potencjał = Może być mistrzem świata w jakiejś dziedzinie typu Radwańska, Kubica, wybitni muzycy, itd.
    - Wysokie wymagania + niski potencjał = Choroba psychiczna, depresja, często nawet próby samobójcze ¯\_(ツ)_/¯

    •  

      pokaż komentarz

      @turbonerd: Albert Bandura sie za glowe by zlapal, gdyby to przeczytal.

    •  

      pokaż komentarz

      Albert Bandura sie za glowe by zlapal, gdyby to przeczytal.

      @boltzmann: Nie znam człowieka, ale jeśli ma podobne wnioski, to przekaż mu piąteczkę ode mnie ( ͡° ͜ʖ ͡°) A serio, to jeśli chodzi Ci o uczenie się obserwacyjno-modelowe, to też się w wielu kwestiach pokrywa, bo jeśli rodzice są ambitni względem dziecka, to zwykle są też ambitni względem siebie. Jeśli ambitne dziecko widzi jak ambitny ojciec staje na chuju, żeby np. coś skończyć, to widzi, że to jest dobre podejście. Natomiast jak widzi ojca rozj!@$nego na kanapie, który ma wyj!@$ne na wszystko, to zwykle też ma wyj!@$ne ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    •  

      pokaż komentarz

      @turbonerd wymagania moga byc tez absurdalne. Bylem zdolny i mialem dobre wyniki w nauce, ale to i tak bylo za malo dla matki. Zawsze znalazl sie ktos z lepszym wynikiem, do ktorego musiala mnie porownac. Zyje i bede zyl z czajaca sie gdzies z tylu glowy obawa przed porazka. To oznacza potezna dake niepotrzebnego stresu w zyciu codziennym i problemy ze zdrowiem.

    •  

      pokaż komentarz

      Niskie wymagania + Wysoki potencjał = Często kończy się gangsterką, dragami, itd., bo dziecko ma dużo pomysłów i energii, niekoniecznie dobrze ukierunkowanych.

      @turbonerd: tu jest dobrze ale brakuje jednego - jak dziecko nie chce krzywdzić, to nie pójdzie w przemoc (np. jeśli podczas życia się z nim spotkało),

      tylko obniży potencjał co zaskutkuje:
      "Choroba psychiczna, depresja, często nawet próby samobójcze ¯_(ツ)_/¯"

    •  

      pokaż komentarz

      @turbonerd: A co w przypadku: wysokie wymagania, wysoki potencjał, ale jednocześnie obchodzenie jak z jajkiem.
      Przepis na nieodpowiedzialnego lekkoducha.

    •  

      pokaż komentarz

      @caribbean: wg mnie to jest bledna teza z tymi gangusami.wg mnie taki uklad rodzi albo depresje z niewykorzystanego potencjalu albo jednookich wśród slepcow mowiac obrazowo czyli ludzi zyjacych doskonale na nizszym poziomie niz by mogli. O ile potrafia siebie zaakcwptowac ma sie rozumiec :)

    •  

      pokaż komentarz

      A co w przypadku: wysokie wymagania, wysoki potencjał, ale jednocześnie obchodzenie jak z jajkiem.
      Przepis na nieodpowiedzialnego lekkoducha.


      @zguba: Wtedy efekt może być taki, że wyrośnie na np. geniusza muzycznego, który nie potrafi sobie zrobić kanapki. Przykład absurdalny, ale znam sporo inteligentnych ludzi, którzy mają jakieś tam sukcesy, ale np. zakup i remont mieszkania ich przerasta, bo nigdy nie musieli takich rzeczy robić ani się nimi interesować w ogóle ( ͡° ͜ʖ ͡°) Jak dla mnie to nie jest idealny kierunek rozwoju, chociaż ktoś pewnie powie "Po co im to, załatwią sobie firmę, która im to zrobi" :-)

    •  

      pokaż komentarz

      wymagania moga byc tez absurdalne. Bylem zdolny i mialem dobre wyniki w nauce, ale to i tak bylo za malo dla matki.

      @boolion: Ale ja nie mówię o absurdalnych, tylko względnie realnych. Możesz mieć "wysokie wymagania" takie, że np. ciśniesz dzieciaka, żeby uczył się języków i jak ma jakieś wyniki, to doceniasz to np. jakimiś wyjazdami za granicę na różne kursy (ja tak miałem). Potem było to dla mnie dużą korzyścią, bo np. w liceum i na studiach nie musiałem się przykładać do języków w ogóle (dosłownie), żeby mieć same piątki. Możesz też mieć na to wyj!@#ne totalnie i jeśli dziecko przynosi ze szkoły same tróje, to powiedzieć: "No cóż, widocznie nie ma talentu do języków, więc niech się nie uczy - tróje mu stykną" ¯\_(ツ)_/¯

    •  

      pokaż komentarz

      @boolion: Klasyg, Dlaczego masz tróje, a nie piątke jak Tomek ? -Mamo mogę zostać dłużej na dworze ? -Nie. -Dlaczego ? Inni zostają. -Ty nie jesteś jak inni ( ͡º ͜ʖ͡º)

  •  

    pokaż komentarz

    Raczej rodzice, którzy spełniają swoje marzenia kosztem swoich dzieci, w myśl ja nie dałem rady zostać ginekologiem to syneczek zostanie

    •  

      pokaż komentarz

      @Wanzey: dokładnie. I niestety, taka postawa rodziców jest często spotykana. A gdy juz dorosle dziecko pójdzie swoja drogą, to nigdy nie doczeka się pochwaly czy zadowolenia. Znam taki przypadek: matka nie wspiera dorosłego syna, czy to w sukcesach jakie osiąga, czy gdy dostanie nową, dobra pracę- nigdy nie jest zadowolona. Ciągle jakies ale. Bo nie jest taki jaki ona chce by był. Nie ma takiego wyksztalcenia, nie pomyka w garniturku, nie jest prawnikiem albo politykiem. Facet żyje swoim życiem, nie przejmuje się, idzie do przodu, ale czasem boli go postawa matki.

    •  

      pokaż komentarz

      @rzepicha_slowianka: Olać matkę, odciąć się od jątrzycielki. Szkoda zdrowia.

    •  

      pokaż komentarz

      @Manah: Olać to jej nie oleje, nie jest to potwór z piekla rodem który nienawidzi swojego dziecka- jestem przekonana ze go kocha- jest zainteresowana czy wszystko ok, z własnej woli czasem pomoże w jakiejś kwestii, sprawia prezenty. Jedyne w czym objawia się toksycznosc tej relacji to brak akceptacji jego wyborów, tego czym się zajmuje, jakie ma plany- więc rozwiązal to w ten sposob że nie pyta sie jej o radę, sam o pomoc nie prosi, nie zwierza, nie opowiada. Tematu pracy i planów na przyszlość z reguly nie poruszają. Nie jest to oczywiscie rozwiązanie idealne, ale jej postawa nie jest jeszcze aż tak krzywdząca dla niego, żeby zerwac od razu relację. Boli od czasu do czasu, zazwyczaj o tym nie myśli.

Dateline | Alita : Battle Angel EXTRAIT VO Motorball | Watch Movie